Strona nie generuje zapytań. Od czego zacząć szukanie przyczyny
Ruch jest, telefon milczy. Albo nie ma nawet ruchu. To dwa różne problemy z różnymi rozwiązaniami, a mieszanie ich kosztuje najwięcej. Kolejność sprawdzania, od najtańszego kroku.
„Mamy stronę, ale nic z niej nie wynika" to jedno z najczęstszych zdań, jakie słyszymy. Kryją się pod nim dwie zupełnie różne sytuacje, a leczenie ich tym samym sposobem to najszybsza droga do przepalenia budżetu.
Zanim cokolwiek zmienisz, ustal, którą masz.
Najpierw rozdziel dwa problemy
Wejdź w Google Search Console i sprawdź liczbę wyświetleń z ostatnich trzech miesięcy. Jeśli nie masz podpiętej Search Console, to jest krok zerowy i zajmuje kwadrans.
Wariant A: ruchu prawie nie ma. Kilkadziesiąt wyświetleń miesięcznie i pojedyncze wejścia. To problem widoczności. Strona może być świetna, tylko nikt jej nie widzi.
Wariant B: ruch jest, zapytań nie ma. Setki wejść miesięcznie i cisza w skrzynce. To problem konwersji. Ludzie trafiają i wychodzą.
Te dwa warianty wymagają czegoś przeciwnego. Przy A inwestujesz w treść i widoczność. Przy B w układ strony i ścieżkę kontaktu. Robienie jednego, gdy problemem jest drugie, to typowy sposób na wydanie pieniędzy bez efektu.
Jeśli nie ma ruchu
Sprawdź w tej kolejności, bo tak rośnie koszt.
Czy Google w ogóle zna Twoją stronę. W Search Console użyj sprawdzenia adresu URL dla strony głównej i dwóch podstron. Jeśli wynik brzmi „adres nieznany Google", nie ma o czym rozmawiać, dopóki tego nie naprawisz.
Czy strona odpowiada na pytania, które ludzie wpisują. Większość stron firmowych opisuje firmę, a nie problem klienta. Jeśli sprzedajesz usługę, po której ludzie szukają ceny, a Twoja strona nigdzie ceny nie podaje, tracisz ich na rzecz kogoś, kto ją podaje.
Czy masz cokolwiek poza stroną główną. Serwis z pięciu podstron ma pięć szans na dopasowanie do zapytania. Nie da się być widocznym na dwadzieścia tematów, mając jedną stronę.
Czy ktokolwiek do Ciebie linkuje. Nowa domena bez żadnych odnośników z zewnątrz rośnie wolno i nie ma na to obejścia poza czasem i realną obecnością w sieci.
Jeśli ruch jest, a zapytań nie
Tu diagnostyka jest szybsza, bo wystarczy usiąść do własnej strony jak obcy człowiek.
Otwórz ją na telefonie. Nie na komputerze. Policz, ile sekund czekasz na treść i ile razy musisz przewinąć, żeby dojść do numeru telefonu albo formularza.
Sprawdź, czy w pierwszym ekranie widać, co robisz i dla kogo. Hasła w stylu „tworzymy rozwiązania szyte na miarę" nie mówią nic. Klient, który nie zrozumie oferty w pięć sekund, wychodzi.
Policz kroki do kontaktu. Jeśli formularz ma osiem pól, w tym „nazwa firmy" i „skąd o nas wiesz", tracisz ludzi na każdym z nich. Do pierwszego kontaktu wystarczą zwykle dwa.
Sprawdź, czy strona odpowiada na obiekcje. Cena, czas realizacji, co się stanie, jeśli coś nie wyjdzie. Brak tych informacji nie usuwa pytań, tylko przenosi je na moment, w którym klient wybiera kogoś innego.
Czego nie robić na tym etapie
Nie zamawiaj redesignu, dopóki nie wiesz, który wariant masz. Nowy wygląd nie naprawi problemu widoczności, a przy problemie konwersji często zmienia wszystko naraz, więc potem nie wiadomo, co zadziałało.
Nie kupuj też reklam, żeby „sprawdzić, czy strona konwertuje", jeśli wcześniej nie poprawiłeś ścieżki kontaktu. Zapłacisz za ruch, który wyparuje w tym samym miejscu, w którym wyparowuje dzisiejszy.
Kiedy warto zlecić audyt
Wtedy, gdy przeszedłeś powyższą listę i albo nie potrafisz jednoznacznie wskazać wariantu, albo wskazałeś, ale nie wiesz, co konkretnie naprawić najpierw.
Nasze audyty zaczynają się od 1 690 zł za audyt sklepu i celowo wyceniamy je nisko, bo to najtańszy sposób, żebyśmy oba sprawdzili, czy w ogóle jest sens rozmawiać dalej. Dostajesz raport z listą problemów ułożoną według wpływu na biznes, a naprawy możesz zlecić komukolwiek, także swojemu obecnemu wykonawcy.
Jeśli chcesz szybciej i bez faktury, mamy darmowy mini-audyt, który sprawdzi szybkość, podstawy SEO, dostępność i bezpieczeństwo Twojej strony. Wynik dostajesz od razu na ekranie.